Catapultam habeo!

Nie jedź windą na ostatnie piętro!

Rafał Kosik, Vertical, Powergraph 2012 (wydanie drugie, z opowiadaniem „Wyprawa szaleńców”)

W przerwach pomiędzy wydawaniem (albo niewydawaniem) polskiej fantastyki Rafal Kosik jest pisarzem. Zdobył popularność głównie serią młodzieżową „Felix, Net i Nika”, ale prócz tej „niepoważnej” tworzy też „poważną” (czyt. mniej popularną) literaturę. Na „Verticala”, przebój poprzedniej dekady, trafiłem nieco przypadkiem, przeczytałem bez większych oczekiwań, ale książka zainteresowała mnie na tyle, aby coś o niej powiedzieć. I powiem: autor bardzo mnie zdenerwował.

We're on an express elevator to heaven!Sumarycznie, doświadczenie z „Verticalem” należy do bardziej udanych, niż nieudanych, ale bardzo nieśmiało nosi się nad granicą średniości. Sam pomysł świata, wiszącego na nieskończonych linach, społeczności żyjących z łapania odpadków po innych, socjologiczna wizja miast i bardzo plastyczna (talenty graficzne autora dają o sobie znać, począwszy już od okładki) stylistyka, są wspaniałe. Oryginalne, wykonane ze smakiem i stylem. Dzięki tym frykasom fantazji, przez większość książki ignorowałem jej oczywiste wady: brak prawdziwie stworzonych bohaterów (bohaterem jest świat, papierowa para, z punktu widzenia której obserwujemy uniwersum, to tylko pretekst), zupełnie niepotrzebny wątek Płaskowyżu, i chwilami denerwujące dłużyzny fabularne. Ale zakończenia w ten sposób zlekceważyć nie mogę.

„Vertical” to powieść zbyt długa. W trzecim wydaniu (a niech będzie, ino dobre), gdyby wyciągnąć zapychacze w stylu historii Jonathana, emorozważania kwazifilozoficzne, ominąć dość miałkie opowiadanie bonusowe, ale przede wszystkim: nie kończyć historii, przygoda z „Verticalem” byłaby dla czytelnika przyjemniejsza. Zwłaszcza konkluzja opowieści, nibylogiczne wytłumaczenie artystycznej i irracjonalnej wizji, po prostu nie wychodzi. Jeśli traktować powieść jako SF, to jest to SF głupia, bo pomysłu miast w na windach dobrze zapakować po prostu się nie można. Ale jeśli traktować „Verticala” jako weird-semi-pre-post-steampunkową ucztę nagiej wyobraźni, ta opowieść odnajduje sens w bezsensie i miażdży siłą słownej estetyki.

Dlatego radzę rzecz drastyczną, ale pożyteczną – zakończcie lekturę na rozdziale dwudziestym czwartym (ewentualnie: olejcie też historię Johnatana). Dzięki temu dostaniecie bezpretensjonalny, ale niezwykle udany pejzaż fantastyczny. Z fajnymi wizjami jest tak, jak z dobrymi sesjami gier fabularnych – trzeba wyjść, nim mistrz gry zacznie pokazywać swoje materiały; tak zostaje magia, bez niepotrzebnych wiór erpegowej logiki. Krótko pisząc: nie jedźcie windą na ostatnie piętro!

 

Ocena: 6/10 (postulowane przez mnie wydanie trzecie: 8/10)



Artykuł opublikowany 11 stycznia 2014 przez: M. Sprzęgaj

Skomentuj:

Pozostało znaków: 30000. Możesz używać znaczników HTML: <b>, <u>, <i>, <blockquote>, <spoiler>



Kod sprawdzajacy Odśwież kod
Video meliora proboque, deteriora sequor
  WTF Wykrot