Catapultam habeo!

Niebo należało do nich

Brendan I. Koerner, The Skies Belong to Us: Love and Terror in the Golden Age of Hijacking, New York 2013

Książka Koernera to z pewnością nie powieść fantastyczna, choć autor w kilku miejscach z trudem trzyma wyobraźnię na wodzy; faktów pilnuje wedle standardów amerykańskiego reportażu, a spójność opowieści czasem poświęca dla jej efektowności. Ale mimo wszystko „Niebo należy do nas” warto przeczytać, a także napisać recenzję na nerdowskim portalu.

Autor, w kwiecistej (czasem: zbyt kwiecistej) angielszczyźnie, opowiada historię jednego z najsłynniejszych uprowadzeń lotniczych – przejęcia Western Airlines Flight 701 przez parę porywaczy: dotkniętego chorobą nerwową wietnamskiego weterana i dezertera oraz jego konkubentki, aktywistki bananowej młodzieży z ery Rewolucji '68. Historia ta, sama w sobie ciekawa (porywacze przysporzyli służbom federalnym oraz liniom lotniczym wielu trudności; na dodatek nie schwytano ich, a para na lata wyznaczyła nowy modus operandi dla porywaczy samolotów), została okraszona szkicem historii podniebnego terroryzmu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych.

Początek tej opowieści jest trudny – niezwykle rozbudowane tło biograficzne głównych bohaterów dramatu miało, (chyba) w zamyśle autora, zbudować jakąś więź z parą porywaczy; jeśli tak się dzieje, można ten związek określić mianem szeroko definiowanego syndromu sztokholmskiego. Tak długie dossier Holdera i Kerkow nie wydaje mi się niezbędne. Dużo ciekawiej wygląda poszatkowany fresk atmosfery czasów, opis lewackiego terroryzmu, nastrojów antywojennych, anegdoty z działalności Czarnych Panter i prawdziwie wzruszający opis cierpień, jakich doświadczali zaniedbani żołnierze wietnamscy.

Potem autor dość zręcznie (choć, z fabularnej konieczności, często obdzierając problem z historycznego kontekstu) opisuje „Złoty wiek uprowadzeń”, jednocześnie przybliżając odyseję pasażerów oraz załogi lotu 701. I o ile do samej narracji - czasem zbyt emocjonalnej, zbyt chaotycznej, i pasjonującej ze szkodą dla rzeczowości - miałbym zastrzeżenia, to jednak ową wycieczkę z natrętnym przewodnikiem polecam. Udaje się ona w pasjonujące miejsce.

Dlaczego piszę o „ The Skies...” tutaj? Bo to domena nerdowska. Po wzięciu w nawias tematyki historycznej, politycznej, czasem też ludzkich tragedii, pozostaje fascynująca opowieść o zagubionych desperatach, którzy mimo głupoty, nieodpowiedzialności, czasem medycznie definiowanego szaleństwa, odciskają swoje piętna w historii. Często niszcząc i robiąc krzywdę, ale grzesząc z cnotliwym nadmiarem tego, co niepoprawni politycznie Starożytni zwali ἀνδρεία.

Ten reportaż to porcja wyobraźni w proszku, epicka zupka instant. Niemal gotowy scenariusz sesji RPG, towarzyskiej gawędy, może nawet pisanego do Szuflady i Świata opowiadania. A jeśli nie, to po prostu wyprawa w świat niesalonowych rewolucjonistów, przebranych za mechaników agentów FBI, pilotujących pod wpływem LSD porywaczy i odważnych kowbojów, tłukących terrorystów pustymi butelkami po szampanie. Jak już wspominałem, wycieczka z nieco męczącym przewodnikiem, ale przy kolejnej promocji na Amazonie, bilet będzie wart ceny.

Ocena: 7/10



Artykuł opublikowany 07 lutego 2014 przez: A. Podlewski

Skomentuj:

Pozostało znaków: 30000. Możesz używać znaczników HTML: <b>, <u>, <i>, <blockquote>, <spoiler>



Kod sprawdzajacy Odśwież kod
Video meliora proboque, deteriora sequor
  WTF Wykrot