Catapultam habeo!

Sto stron bez sensu

Wit Szostak, Sto dni bez słońca, Powergraph 2014

Żałuję tej powieści Szostaka, gdyż miała ona szansę być zarówno dobrą satyrą na życie akademickie, jak i na fandom fantastyczny; niestety, autor chciał ujeździć dwa konie naraz, dzięki czemu brzydko upadł. Opowieść o doktorze Srebroniu nie jest pozbawiona kilku dobrych szmoncesów, miejscowej lekkości języka i ciekawych spostrzeżeń, ale nie udała się Szostakowi jako całość, moim zdaniem, nieprzemyślana i napisana na szybko.

„Sto dni...” to opowieść o doktorze-humaniście, przebywającym na akademickiej wymianie w zapomnianym przez Boga i ludzi koledżu irlandzkim. Szostak pieczołowicie stworzył całkiem ciekawy obraz nieistniejącego archipelagu i równie nieistniejącej uczelni, po czym zaludnił je załogą groteskowych typów, ponoć oddających śmieszne i straszne dziwadła z systemu współczesnej edukacji europejskiej. Tyle że ten element satyry zupełnie nie wyszedł – w fałszywy archipelag uwierzyłem po stokroć bardziej niż w tekturowych bohaterów. Najgorszym jest sam narrator - doktor Srebroń, który na ołtarzu slapstikowego humoru poświęca jakiekolwiek prawdopodobieństwo psychologiczne, a zabawa autora z narracją niepewną, szybko zmienia realistyczną historię w groteskę. A na grotesce komentarza i satyry nie da się budować długiej formy. Wykorzystanie w opowieści krytyki współczesnego świata akademickiego nie jest złym pomysłem; po prostu nie jest pomysłem wystarczającym do wypełnienie prawie trzystu stron powieści. A w każdym razie – nie z tak denerwującymi statystami wyobraźni, jakim są koledzy bufońskiego doktora.

Drugą straconą szansą, była opowieść metafantastyczna. Niczym Lem, czy Dukaj, Wit Szostak zbudował kilka zabawnych streszczeń powieści nieistniejącego Filipa Włócznika – dziwadła fandomu, nadwiślańskiego Kilgore'a Trouta, z książek Vonneguta. I ta część „Stu dni...” wręcz kapie potencjałem, ale nigdy owego potencjału nie wykorzystuje. Mam wrażenie, że gdyby Szostak odrzucił przymus napisania zamkniętej historii (a ta mu i tak nie wychodzi), a zaludnił kartki opowieściami o nieistniejących opowieściach, uczyniłby lekturę i przyjemniejszą i prawdziwie zabawną.

Ocena: 5/10



Artykuł opublikowany 01 kwietnia 2014 przez: A. Podlewski

Skomentuj:

Pozostało znaków: 30000. Możesz używać znaczników HTML: <b>, <u>, <i>, <blockquote>, <spoiler>



Kod sprawdzajacy Odśwież kod
Video meliora proboque, deteriora sequor
  WTF Wykrot