Catapultam habeo!

W poprzednim jeleniu... (Andrzej Pilipiuk, Srebrna Łania z Visby)

Andrzej Pilipiuk, Srebrna Łania z Visby, Fabryka Słów 2008

Tom drugi z siedmiu, przygody ciąg dalszy. W poprzednim odcinku...

Tego brakowało mi na początku wtórego tomu cyklu Pilipiuka. "Srebrna łania..." trochę zasługuje na oddzielną recenzję, trochę nie. Wystarczy więc, jak napiszę, że jest to więcej tego samego i to w dobrym wydaniu. Gdyby autor był obrzydliwie bogaty, pewnie nie bawiłby się w serialowe stopniowanie napięcia, ale umieścił fabułę "Drogi do Nidaros" i tego tomu w jednym tytule; ale widać jeszcze nie jest, więc trudno. Jest coś w tej polityce bardzo wyrachowanego, bo Pilipiuk wie, że jeśli czytelnikowi spodobała się cześć pierwsza, będzie musiał sięgnąć po druga, ba!, ta przyniesie mu podobnie pozytywne wrażenia.

Wciąż Norwegia, wciąż nasi bohaterowie uczą się podstaw życia w świecie. Do gawęd o mechanice i historii, autor dodaje podstawy mikrobiologii i rozważania kosmiczno-teologiczne. Dodajmy: nie w takiej dawce, aby psuło to dynamikę akcji. Nasi bohaterowie przeżywają kolejne przygody (w tej odsłonie już wyraźniej związane z sekretami Hanzy), trochę zyskują życia, ale bez przesady. Piliupiuk stworzył gierojów zdatnych do identyfikacji oraz sympatii, ale wciąż są to swoiste białe karty, zapełniane bardziej przez przygody, niż psychologiczne portrety. Może z jednym wyjątkiem: za bardzo udaną uważam kreację Estery, poprzedniej osobowości na scalaku Heli. Ten dramat – rozbicie cyfrowego ducha między objętością, a rozpaczliwą tęsknotą za życiem, Pilipiuk oddał dobrze. Te fragmentu opowieści wydały mi się znacznie ciekawsze niż, na przykład, niezręczny młodzieżowy romans Heli i Staszka. Do najlepszych elementów tego tomu zaliczyłbym też rozpaczliwe starania bohaterów, aby uzyskać penicylinę. W tym dramacie surwiwalowym, autor czuje się najlepiej, świetnie oddając frustrację dwudziestopierwszowiecznych omnibusów, których cały napisał kulturowy zawodzi, gdy mógłby się okazać najbardziej potrzebny.

Język tej opowieści jest pilipiukowy – poprawny, "przezroczysty", spełniający swoją funkcję. Ponieważ to nie są opowieści o egzorcyście amatorze, jest pozbawiony tego gawędziarskiego humoru, ale bynajmniej nie męczy. Tom drugi to tom pierwszy, tylko że w kolejnej dawce, i tak należy "Srebrną łanię..." oceniać. Jeżeli zaakceptujemy ten serialowy styl narracji, powieść przyniesie nam zacną porcję rozrywki.

Ocena: 7/10



Artykuł opublikowany 08 maja 2015 przez: M. Sprzęgaj

Skomentuj:

Pozostało znaków: 30000. Możesz używać znaczników HTML: <b>, <u>, <i>, <blockquote>, <spoiler>



Kod sprawdzajacy Odśwież kod
Video meliora proboque, deteriora sequor
  WTF Wykrot